Logowanie

Ostatnio wyróżniony

powierzam ci
Poezja
powierzam ci kawałek siebie posmakuj słowa przela...
Więcej

Ostatnio zarejestrowani

  • marttaa89x
  • ClevelandMendoza67
  • AldridgeMichael2
  • HaagensenMcKay20
  • BjerregaardMohamad0

Obecnie zalogowany

  • Start
    Start Tutaj znajdziesz wszystkie wpisy dostępne na stronie.
  • Kategorie
    Kategorie Wyświetla listę kategorii tego bloga.
  • Tagi
    Tagi Wyświetla listę słów kluczowych, które zostały wykorzystane na blogu.
  • Blogerzy
    Blogerzy Wyszukaj ulubionego blogera na stronie.
  • Wpisy Zespołu
    Wpisy Zespołu Wyszukaj ulubiony zespół.
  • Archiwum
    Archiwum Zawiera listę wpisów, które zostały utworzone wcześniej.
  • Login
    Login Formularz logowania

Dobry dzień

Dodane przez w w Proza
  • Rozmiar czcionki: Większa Mniejsza
  • Przeczytano: 92
  • Komentarzy: 6
  • Drukuj

Dzień chylił się ku końcowi. Słońce wisiało nisko nad horyzontem niczym desperat chcący rzucić się w odmęty wody. Gdzieś w oddali poszczekiwały psy w oczekiwaniu na wieczorny posiłek, a znudzone trawą krowy wydawały z siebie krótkie, acz treściwe muuu.

Tęskniła za takimi wieczorami, za ciszą krajobrazu i pięknem spokoju. Miasto nie pozwalało delektować się przyrodą. Nie pozwalało odpocząć.

Marzyła o tym wyjeździe już w trakcie zeszłorocznych wakacji  w Egipcie. Potrzebowała powrotu do smaków i zapachów z dzieciństwa. Już wtedy wiedziała, że to ich ostatnie wspólne chwile. Nie bała się, nie smuciła. Po kilku latach życia obok siebie przyzwyczaiła się patrzeć na niego bardziej jak na brata czy przyjaciela, niż męża.

„Jakie to komiczne” – pomyślała. Życie zatoczyło krąg. Znowu była sama pośród ciszy lasów w jej mazurskiej wsi. Tylko bagaż doświadczeń się zwiększył. Uśmiechnęła się do siebie i powoli wstała, otrzepując sukienkę z wyimaginowanych pyłków i zakrywając ramiona cienką chustą.

Miała do przejścia kawałek ubitego, leśnego duktu. Zmrok powoli opadał na igły sosen. Pachniało nocą. Nie bała się lasu, nadal – pomimo upływu lat – czuła, że zna tutaj każdy kawałek kory, każdą igiełkę. Jej ciało drżało lekko od wieczornego chłodu. Przyspieszyła.

Już na skraju zagajnika usłyszała kwilenie. Cichutkie, delikatne. Spojrzała w stronę kępy traw rosnących w skrajni drogi. Pisk powtórzył się, a wraz z nim zabujały zarośla. Podeszła bliżej i wtedy go ujrzała. Malutka, czarna kuleczka patrzyła na nią z niedowierzaniem. Zielone oczy szukały pomocy.

Delikatnie przyłożyła dłoń do małego ciałka. Pod palcami czuła każdą kosteczkę. Futerko było mokre od wieczornej rosy, ciałkiem wstrząsały dreszcze. Nie zastanawiała się ani minuty. Szybko owinęła malca chustą zdjętą z własnych ramion.

 

„Teraz będzie już tylko lepiej” – szepnęła do małego uszka kierując się w stronę wioski.

Komentarze nie są dostępne publicznie. Proszę się najpierw zalogować , by zobaczyć / dodać komentarz.